Coś o nas, Samuelu, psie o imieniu Mort i reszcie świata.
wtorek, 15 maja 2012

A więc poszłam, wyszłam do pracy!

Pierwszy dzień, choć to 2,5 godzinne spotkanie ciężko nazwać dniem, skończył się on dla mnie okropnym zmęczeniem i bólem głowy. Okazało się, że 7-miesięczna przerwa to kawałek czasu... Potem już było lepiej, dziś, w drugim tygodniu pracy, idzie już prawie jak z przysłowiowej górki, mogę więc chyba uznać, że jest nieźle. 

Co myśli o tym Samek? Daje jako tako żyć Babci, więc tragedii nie ma. Co prawda Babcia Ewa musi czasem się nagimnastykować i nagadać, żeby zabawić wnuczka, ale cóż, takie to są uroki bycia babcią. Kiedy wracam, oboje są uśmiechnięci, więc mogę chyba uważać, że dają sobie beze mnie radę. 

Wciąż jest mi trochę żal, mam poczucie, że coś mnie omija, bezpowrotnie znika, ale ucząc się na doświadczeniu innych, znanych mi młodych mam, staram się o powrocie do pracy nie myśleć jak o kilkugodzinnej separacji z dzieckiem, lecz jak o dostarczaniu synkowi nowych wrażeń, innego niż mama towarzystwa i uczeniu go odrębności i samodzielności. W głowę wkładam pozytywne myśli, obserwuję starsze dzieci, które doskonale zniosły rozłąki z ich pracującymi mamami i są szczęśliwe. Jestem optymistką. 

Podsumowując, jest jakby trochę po staremu, z tą różnicą, że w domu czeka na mnie rodzina poszerzona o Małego Człowieczka, a ja poszerzyłam swój świat o świat naszego synka. 

wtorek, 08 maja 2012

W tym roku chyba wszystko udało się najbardziej. Była piękna pogoda, śliczne miejsce, super humory, pyszne grillowane mięsko, pizza, pierogi, wspaniałe zabawy, och, wszystko, czego dusza zapragnie! 

Tym samym wypada chyba wspomnieć każdego z osobna, a więc:

Ciocia Aga - towarzyszka wypraw wszelakich:)

Ciocia Ania R. - i jej cudny kapelusz! Dziękujemy, że pozwalała go miętosić i ślinić:)

Ciocia Ania W. -  pierwsza żeńska fanka 'pierdzioszka'

Ciocia Ewa G. - ciocia podwójna i chyba podwójnie cierpliwa wobec wszystkich wygłupów i dziecięcych wybryków :)

Ciocia Ewa Z. - ciocia zawsze wywołująca uśmiech u Samka:)

Ciocia Gosia M. - najlepszy szpieg w okolicy;)

Wujo Jaś K. - barista roku:)

Wujo Gregor W. - 'ty go żuj' :P

Wujo Kamyyl - znalazca kamieni i patyków:)

Wujo Michał M. - mistrz anegdot:) 

Wujo Marian P. - niezmiennie nocny straszak na niedźwiedzie:P

Wujo Mariusz R. - fasolka i nalewka:>

Wujo Ram Z. - Biały Wuj;)

No i na koniec listy najmłodsze uczestniczki:

Aleksandra G. - i jej demonicznie niewinny głosik :>

oraz

Antonina M. zwana księżną - leziolo i jej ciepła (a w rzeczywistości mrożąca do szpiku kości) woda... ;)

Na sam koniec kilka fotek, z naszym superson'em w roli głównej :)

 

 

sobota, 21 kwietnia 2012
sobota, 07 kwietnia 2012

Może atmosfera jest mało wiosenno-wielkanocna, bo ludzie jacyś opatuleni, zimny wiatr smaga po twarzy, niebo szare i nikt nie sprzedaje bazi pod sklepem, ale jednak zwyczajnie nie jest...

W moim domu nie ma szalonych ozdób, malowanych jaj, pięknie wyrośniętej rzeżuchy (kupionej zazwyczaj w ąszą lub innym kerfurze) ani żółtych kurczaczków w oknie, ale zwyczajnie nie jest!

Święta powodują, że człowiek się relaksuje, odpuszcza, nie chce myśleć o sprawach, które w zwykły dzień zaprzątają mu głowę. Takie święta to trochę miniwakacje - z tą różnicą, że nie jedzie się na Mazury, a spotyka się z szerszym gronem rodzinnym i je za trzech. 

No właśnie... je za trzech. 

Dziś z P. zastanawialiśmy się, jak tu przeżyć święta i nie 'pęc'? Niestety nie jesteśmy w stanie podjąć się żadnego z proponowanych postanowień:

- odrzuciliśmy pomysł niejedzenia słodyczy, a także każdego innego wybranego czegoś;

- odeszliśmy od pomysłu, żeby spróbować wszystkiego po kawałku i ani kęsa więcej, bo a nóż coś nam straaaasznie posmakuje...;

- zrezygnowaliśmy także  z pomysłu, żeby jeśli coś strasznie posmakuje, to zjeść jeszcze kawałek, ale kosztem czegoś innego.

Ostatecznie chyba stanęło na tym, że postaramy się nie nażreć jak przysłowiowe świnie. 

Walka Silna wola vs Święta rozpocznie się jutro przy śniadaniu. Wszystkim uczestnikom podobnych walk życzymy powodzenia i dobrze obstawionych wyników ;)

wtorek, 03 kwietnia 2012

Przedwczoraj wieczorem zabawiałam synka opowiadając wierszyki, śpiewając piosenki i wydając różne dziwne dźwięki... 

Następnego dnia wieczorem podczas kolacji, P. mówi do mnie, że coś nasz synek mlaska, patrzę, faktycznie mlaska, ale jakoś inaczej. I nagle olśnienie!

Oto, co nasz synowiec robił:

 http://youtu.be/hu0llEyFAO4

On zwyczajnie małpował swoją mamę! Dziś pykanie to nasza ulubiona zabawa:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19